ATV Polska
A A A

Dwie twarze Foremana ES

Arek Kwiecień "Off Road Pl" 25.02.2002
[b]Honda TRX 450 Foreman ES[/b] jest pojazdem, którego projekt świat ujrzał po raz pierwszy w roku 1997. W roku następnym pierwszy egzemplarz nowego modelu flagowego Hondy zjechał z taśmy montażowej w Marysville w Stanach Zjednoczonych.

Foreman ES wedle zamierzeń inżynierów koncernu miał podjąć skuteczną rywalizację z większymi quadami konkurencji (takimi jak Polaris Sportsman 500 czy Yamaha Grizzly 660), jednocześnie przejmując sukcesję po legendarnym już Foremanie 400. Fazę projektowania nowego modelu poprzedziła dokładna analiza zapotrzebowań rynku – dzięki niej okazało się, iż użytkownicy quadów z napędem 4x4, w odróżnieniu od wielbicieli maszyn sportowych, nie przepadają za nowym wizerunkiem maszyny, zamiast tego żądają od niej dobrych osiągnięć w terenie, komfortowej obsługi, a przede wszystkim bezawaryjności. Pragmatyzm do potęgi.

[h4]Pierwsze spotkanie[/h4]
Taki również jest Foreman ES – silny, solidny, komfortowy, trwały, a przede wszystkim – niezwykle sprawny w terenie. Gdy go jednak po raz pierwszy ujrzałem, odniosłem nieco odmienne wrażenie. Moja ręka odruchowo sięgnęła po telefon i dopiero po chwili zastanowienia, postanowiłem nie dzwonić do mej babci z pytaniem o jej najbliższe planowane prace polowe. Stojący przede mną quad bardziej bowiem przypominał mikrociągnik rolniczy: duże lusterka, wyłupiaste reflektory, gaśnica (!), pomarańczowy trójkąt ostrzegawczy, a przede wszystkim.... brony sprawiły, że poczułem się raczej dziennikarzem "Rolnika polskiego". Moja nieufność była jednak całkowicie bezpodstawna. Quady bowiem, szczególnie takie jak Foreman ES, kryją podwójną osobowość, zresztą – każdą bardzo interesującą. Pojazd, który sprawdzi się w polu, w gospodarstwie wiejskim, godnie przyjmując na siebie zadania orania, bronowania, odśnieżania, siania, opryskiwania i wielu innych (pozwól Drogi Czytelniku, że jednak pozostanę dziennikarzem "OFF-ROAD PL"...), po zabierającym krótką chwilę demontażu paru części staje się doskonałym kompanem każdego off-roadera. Jak przyjemne połączyć z pożytecznym? Odpowiedzi na to pytanie udzielili fachowcy z Hondy. Polski dystrybutor tego pojazdu zatroszczył się nawet o jego homologację (stąd właśnie między innymi te nieszczęsne lusterka i gaśnica...). Niestety polskie prawo wymaga również odpowiednio atestowanego oświetlenia drogowego, stąd na orurowaniu Foremana znalazły się nowe reflektory przysłaniające fabryczne. Zabiegi te uczyniły z pojazdu Hondy, o ile oczywiście wcześniej zostanie on jeszcze zarejestrowany, pełnoprawnego użytkownika naszych szos. Owe modyfikacje, powodujące u niektórych entuzjastów ATV odruch zgrzytania zębami, wydają się jednak dla Foremana bardzo wskazane. Udowadniają bowiem jego wszechstronność, pokazując, iż wydatek rzędu 36 tysięcy złotych nie musi być jedynie "drogą zabawką", ale również może posiadać znamiona pragmatyzmu. Nie wspomnę również o możliwości operowania Foremanem na terenie dla zwykłych traktorów po prostu niedostępnym. Sprawdziłem to, pokonując na Hondzie zbocze górskie znajdujące się na terenie gospodarstwa wiejskiego mej szacownej babci, o którym mówiło się zawsze, iż jest nieosiągalne dla żadnego sprzętu zmechanizowanego. Niestety ani mojej babci, ani zdecydowanej większości polskich rolników jeszcze długo prawdopodobnie nie będzie stać na tego rzędu wydatek. A szkoda, bo jak stwierdził napotkany przeze mnie przypadkowo góral z podbeskidzkiej wsi, "o... na czymś takim to bym pohasał...

Toż to zaorze, zasieje, śnieg mi spod domu odgarnie, w sobotę wieczorem pod remizę podjechałbym, a w niedzielę - bom kawaler - to i do kościoła zda się..." Wypowiedź była szczera i wylewna, dodam tylko, iż poczyniona właśnie w sobotni wieczór...

[h4]Konstrukcja pojazdu[/h4]
Przede wszystkim Foreman 450 ES otrzymał od swych projektantów większą ramą – właśnie wrażenie skrępowanych ruchów spowodowane zbyt małymi gabarytami pojazdu było jednym z najpoważniejszych zarzutów użytkowników Foremana 400. Ich zdaniem siedząc na nim, w zasadzie trudno było się poczuć jak na quadzie wyposażonym w stosunkowo mocny silnik. Zwiększając proporcję ramy, inżynierowie Hondy wpłynęli na poprawę stabilności pojazdu oraz na komfort odczuwany przez kierowcę w trakcie jazdy. W efekcie powiększeniu uległa również kanapa kierowcy. Zmiany te są bardzo odczuwalne. Podczas mojej całodniowej podróży po Beskidach, mimo trudnej, kamienistej, na zmianę wspinającej się i opadającej trasy, pokonywałem ją niezmiennie bez wysiłku i z ogromną przyjemnością. W górach Foreman nie okazywał również żadnych tendencji "przewrotkowych".
Oczywiście powiększenie ramy wpłynęło na zmiany wprowadzone przez konstruktorów w ogumieniu. Pojazd otrzymał większe, 25-calowe opony – w przypadku mojego pojazdu GoodYeara, które mnie ani razu nie zawiodły. Zupełnie obojętne było dla nich to, czy jechałem po dużych kamieniach, piasku, wyściółce leśnej, dnie rzeki czy błocie. Wybór opon był bardzo dobry i nie polecałbym tu żadnych modyfikacji.
Na stabilność pojazdu oraz komfort odczuwany przez kierowcę duży wpływ wywiera zawieszenie pojazdu. Foreman z przodu amortyzowany jest przez podwójne drążki typu A-arm, zaś z tyłu umieszczono stalowy wahacz. Nad ugięciem kontrolę sprawują hydrauliczne amortyzatory Showa, które oferują kierowcy aż 15 centymetrów skoku. Przemyślane i precyzyjne wykonanie tych elementów konstrukcji powoduje, iż pojazd ten znakomicie sprawował się w różnorodnym terenie. Skoki przyjmował z dużą godnością, małych i średnich dziur – wydawałoby się - w ogóle nie raczył zauważać. O niezwykle sprawnym działaniu zawieszenia przekonałem się podczas ciasnych „młynków” kręconych na dużej prędkości na powierzchni szutrowej. Foreman trzymał się gruntu jak przyklejony.

Taka konstrukcja zawieszenia owocuje zwiększonym bezpieczeństwem prowadzącego pojazd, który nie powinien mu się wymknąć spod kontroli nawet w trakcie jazdy po trudnym terenie z dużą prędkością. Nie zważając na ogromną ilość bruzd, podczas testu mknąłem z ogromną szybkością po zaoranym polu – myśląc, że potencjalny nabywca Foremana (tego z osobowością „rolniczą”) ma szansę na pobijanie rekordów czasowych nawet podczas pracy na roli...
Zawieszenie – na ogół jeden z najbardziej narażonych na uszkodzenie elementów quada – w testowanej przeze mnie Hondzie, mimo wielu trudnych chwil przez nią przeżytych, było nietknięte. Nad jego losami opiekę bowiem sprawowały ochraniacze firmy Cycle Country, które były po prostu solidnymi kawałami metalowej płyty umieszczanej tuż pod A-armami. Pancerz nie do przebicia.
Do zalet naszego quada należy także zaliczyć silne hamulce, dodatkowe wspomagane przez wyśmienite hamowanie silnikiem. Nasz pojazd był w stanie ustać w miejscu, w środku ostro nachylonego podjazdu, zahamowany bez względu na to, czy używałem tylko przednich, podwójnych, hydraulicznych hamulców bębnowych, czy jedynie tylnego, mechanicznego bębna. Słyszałem jednak, iż w innych egzemplarzach tego quada, zdarzały się problemy z utrzymaniem pojazdu w tym stanie i to – paradoksalnie! – nie z powodu złej pracy tylnego hamulca, lecz właśnie przednich, których konstrukcja jest nowocześniejsza. Nasz pojazd – szczęśliwie – nie posiadał tej wady.

W trakcie transportu Foremana na lawecie lub podczas przystanków bardzo pomocny okazywał się hamulec postojowy. Choć czasami musiałem się chwilę pomozolić z nieco oporną lewą dźwignią hamulcową, aby ta zaskoczyła w specjalny ząbek, to jednak efekty były bardzo wymierne – moja Honda posągowo zajmowała miejsce, z którego żadne zdradzieckie siły przyrody nie były ją w stanie ruszyć.

[h4]Mnóstwo zalet[/h4]
Ogromną zaletą Foremana jest jego jednostka napędowa, która sprawowała się znakomicie w każdych warunkach. Dwadzieścia dwa konie mechaniczne są wystarczającą mocą, aby rozpędzić na szutrowej drodze ponad dwustusześćdziesięciokilogramowego quada z osiemdziesięciokilogramowym kierowcą do prędkości 75 km/h. Pojazd mknął jak burza pod strome wzniesienia, pokonywał głębokie, błotne odcinki, nie marudził podczas trudnego, technicznego trialu (tu bardzo pomocny okazywał się super-niski bieg pierwszy). Nigdy również nie miałem problemów z zastartowaniem, za które odpowiada elektryczny rozrusznik (w razie jednak potrzeby skorzystać również mogłem z ręcznego, mechanicznego rozruchu).
Foreman 450 ES pomimo ogromnych możliwości, przede wszystkim drzemiących w jego mocnym silniku, gotowy polecić jestem każdemu, kto dopiero rozpoczyna swą przygodę ze sportem ATV. Do próbnej jazdy na quadzie namówiłem kilkoro moich znajomych, którzy początkowo będąc krańcowo przerażeni, po chwili stwierdzali: "Jakie to banalne!" Rzeczywiście, na Foremanie każdy w krótkim czasie jest w stanie stać się mistrzem. Pozwolę sobie skrótowo opisać, w jaki sposób wygląda jazda na Foremanie ES (tym samym również wyjaśnię ostatecznie, czym jest ów tajemniczy, dwuliterowy skrót w nazwie tego pojazdu).

Zajmujemy pozycję za kierownicą i przy pomocy przycisku-startera uruchamiamy silnik. Jak tym jechać? Bardzo prosto – do zmiany biegów potrzebny nam jest tylko lewy kciuk. Naciskając guzik ze strzałką skierowaną w górę znajdujący się tuż obok uchwytu dłoni na kierownicy, tym samym wrzucamy pierwszy bieg i powoli prawym kciukiem naciskamy na przepustnicę gazu. Po chwili cofamy prawy kciuk, zaś lewym ponownie naciskamy strzałkę w górę, wrzucając dwójkę. (Należy wspomnieć, że pojazd ładnie startuje z dwójki; jedynka jest bardzo niskim przełożeniem, w skutek czego reduktor nie jest w Foremanie konieczny). Nabieramy prędkości, dochodzimy do biegu piątego i nagle spostrzegamy - "Jakie to banalne!" Ale, ale... Należałoby jeszcze umieć zredukować gaz. W tym celu naciskamy guzik ze strzałką skierowaną w dół, który znajduje się tuż pod strzałką skierowaną w górę i w ten sposób – sekwencyjnie – redukujemy biegi. Gdy powrócimy do pozycji neutralnej, bez kłopotu możemy wrzucić bieg wsteczny. Czynimy to w sposób następujący: wciąż nie zdejmując rąk z kierownicy (a więc bez względu na to czy tkwimy w środku rzeki lub błota, nasze nogi mają dużą szansę pozostać czyste!) naciskamy palcem wskazującym lewej ręki czerwony przycisk, zaś pozostałymi palcami przyciągamy znajdującą się tuż obok dźwignię hamulcową i na koniec jeszcze raz naciskamy guzik ze strzałką "w dół".
Wykład w stylu łopatologicznym, ale stuprocentowo skuteczny. Wszyscy moi "uczniowie", nawet ci, którzy ani razu nie zasiedli w swoim życiu za kierownicą, w ekspresowym tempie opanowywali sztukę jeżdżenia na czterokółce. Pomimo konieczności manualnego zmieniania biegów, jazda na Foremanie okazała się równie łatwa, jak na quadzie z napędem automatycznym. O korzyściach płynących z możliwości decydowania o wyborze konkretnych przełożeń przy pomocy kciuka powiem krótko, gdyż w moim przekonaniu są one oczywiste. Na przykład, podczas długich wspinaczek – gdy zaczynamy tracić moc, puszczamy na chwilę przepustnicę, błyskawicznie redukujemy bieg i – nie tracąc nic z rozpędu – jedziemy dalej. Rozwiązanie konstrukcyjne, które odpowiada za działanie owych dwóch guziczków ze strzałkami (zapewniam jednak, iż pod nimi ukryte jest nieco więcej elektroniki...) otrzymał od inżynierów Hondy kryptonim ESP, który jest skrótem angielszczyzny: Electric Shif Program, co oznacza Program Elektrycznej Zmiany Biegów. Dwie pierwsze literki skrótu zawędrowały do nazwy naszego quada.
Foreman ES jest więc bardzo przyjazny w obsłudze, na co wpływ ma również wielofunkcyjny wyświetlacz LED, który czytelnymi symbolami informuje jadącego o biegu, który został przez niego wybrany, prędkości pojazdu, długości trwania wycieczki, przebiegu całkowitym oraz o godzinie. Szczególnie możliwość sprawdzenia, na którym biegu w danej chwili jedziemy, powinna się spodobać wszystkim sympatykom quadów. Obok monitora umieszczone są ponadto trzy różnokolorowe wskaźniki informujące nas o wrzuceniu biegu neutralnego oraz biegu wstecznego, jest także lampka ostrzegająca przed zbyt wysoką temperaturą oleju.
Wyświetlacz jest dobrze zaprojektowany i już na pierwszy rzut oka widać, iż wytrzyma wiele wstrząsów i przypadkowych uderzeń choćby gałęzi. Ani deszcz, ani rozbryzgująca się woda z kałuż i rzek, po których wielokrotnie przejeżdżałem, nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. W dodatku wygląda wspaniale, pracuje bez zarzutu, choć obawiałbym się o jego losy w przypadku wywrócenia quada. Jest to najbardziej wysunięty w górę element jego konstrukcji i gdyby pojazd wbrew naszej woli przyjął pozycję „do góry kołami”, prawdopodobnie zmuszeni bylibyśmy do poczynienia kosztownych napraw. Zabrakło mi w tym miejscu jakiegokolwiek metalowego pałąka, który problem ów znakomicie by rozwiązał.

Na pochwałę w konstrukcji quada zasługuje również bardzo racjonalne rozwiązanie podnóżków dla kierowcy. W trakcie jazdy jego noga bezpośrednio znajduje się na czymś w rodzaju podnóżka motocyklowego – ów element, z odpowiednimi metalowymi ząbkami sprawia, iż noga nie ma prawa nam się poślizgnąć. Gdyby jednak – w trakcie agresywnej jazdy – nasza stopa spadła, to natrafi ona na solidny kawał plastiku, który wypełnia przestrzeń pomiędzy przednim a tylnym błotnikiem, spełniając funkcję zarówno ochrony przed błotem, jak i zapobiegając dostaniu się nogi kierowcy pod koło.
Twórcy Foremana okazali się bardzo ostrożni, podając dane techniczne odnoszące się do udźwigu bagażników oraz uciągu. Już na pierwszy rzut oka widać, iż Honda jest w stanie unieść na swym grzbiecie ciężar znacznie przekraczający dane producenta. Mimo iż musiałem zachowywać ostrożność (wszak pojazd nie należał do mnie – choć często o tym swoją drogą zapominałem...), to spróbowałem obładować tylny bagażnik ładunkiem około osiemdziesięciu kilogramów i nie uczyniło to na dzielnym Foremanie najmniejszego wrażenia. Podejrzewam więc, iż granicę tą z powodzeniem można byłoby jeszcze znacznie dalej przesunąć.

[h4]Wspomnienia z jazdy[/h4]
Po prostu niezapomniane. Foreman ES byłby gratką dla każdego off-roadowca, który zapragnąłby bliższego kontaktu z naturą. Z ogromną gorliwością i determinacją wyznaczałem mu coraz trudniejsze zadania, bacząc pilnie, kiedy ten odmówi wreszcie posłuszeństwa. I przyznam szczerze – nie zawiodłem się. Oczywiście na rynku znajdziemy mnóstwo pojazdów, które posiadają mocniejsze silniki, w których zastosowano napęd automatyczny (nie każdy jednak musi jednak musi być jego zwolennikiem), potrafią więcej udźwignąć na bagażnikach lub uciągnąć większy ciężar. My jednak w Foremanie ES otrzymujemy pojazd zbudowany niemal optymalnie – silny, komfortowy, prosty (banalny??...) w obsłudze, wobec większych quadów użytkowych konkurencyjny cenowo. No, ale ostatecznie tytuł „Przodownika ES” zobowiązuje...